niedziela, 5 września 2010

Sałatka z kurczaka z winogronami i morelami


Uwielbiam sałatki, musiałam się zatem przyłączyć do Baru Sałatkowego u Peli, jest to mój debiut - mam jednak nadzieję, że zagoszczę w barze na dłużej.

Pela podała składniki sałatki i sosu pozwalając nam uczestnikom na własne wariacje na ich temat.

Oto moja propozycja:

Sałatka z kurczaka z winogronami i morelami

sałata
1 pierś z kurczaka
4 morele
1 kiść winogron
mały kawałek sera koziego Chevrette - zastąpiłam nim seler naciowy

Na sos:
5 łyżek jogurtu naturalnego
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka majonezu
sok z cytryny
1 suszona papryczka peperoncino
sól, pieprz

Sałatę myjemy i rwiemy na mniejsze kawałki, na patelni grillowej opiekamy posoloną i popieprzoną pierś z kurczaka oraz przepołowione i wypestkowane morele. Gdy morele się gotowe zdejmujemy z patelni i kroimy na mniejsze kawałki. Gdy pierś z kurczaka jest upieczona z obu stron, kroimy ją na kawałki. Do miski z sałatką wkładamy kurczaka, morele i przepołowione winogrona oraz bardzo chude plasterki sera koziego. Robimy sos: mieszamy jogurt, majonez, miód, sok z cytryn i peperoncino. Całość mieszamy. Na koniec można jeszcze doprawić solą i pieprzem jeśli jest to konieczne.

Smacznego!

sobota, 4 września 2010

Ser

"Pij mleko będziesz wielki" - mleko? Czy aby na pewno to co producenci oferują nam w kartonach lub butelkach z kilku miesięcznym terminem przydatności, 2 % i mniej, UHT, homogenizowane etc. - to jest jeszcze mleko?

Od pewnego czasu uważam, że nie! Nie smakowała mi ta biała woda i szczerze mówiąc wolałam jej nie pić. Ale skąd wziąć pyszne, tłuste, smaczne, pachnące mleko od krowy? Zwłaszcza gdy, tak jak ja, mieszka się w mieście?

Nie wiecie? Z mlekomatu!
Mlekomaty w końcu do nas zawitały, pierwszy pojawił się w Cieszynie, kolejny w Tarnowskich Górach.
Jest to maszyna, do której rolnik samodzielnie przywozi mleko od swoich krów, wlewa, maszyna chłodzi mleko i miesza, żeby nie zrobiła się śmietanka. Mlekomat jest bardzo podobny do automatu na napoje czy batoniki. Wrzuca się monetę i wyskakuje butelka o pojemności wybranej przez nas. Następnie wkłada się butelkę w odpowiednie miejsce i wrzuca się monetę. Butelka jest wyparzana i nalewa się do niej odpowiednia ilość mleka.


Nie jest to mleko tanie bo litr kosztuje 3 zł, ale moim zdaniem jest ono warte tej ceny. Smakuje jak mleko, a gdy trochę postoi to nie zaczyna śmierdzieć jak te z kartonu a po prostu robi się zsiadłe.

Po pierwszym łyku  mleka z mlekomatu zrozumiałam dlaczego nie mogłam pić tego z kartonu czy butelki, nawet tych "świeżych". Te mlekopodobne produkty już bardzo daleko odeszły w smaku od prawdziwego mleka.

Mleko z mlekomatu idealnie nadaje się na zsiadłe, do wypicia lub na ser. Ja postanowiłam spróbować zrobić ser korzystając z przepisu Olgi.

Ser koryciński
 (u mnie)
2 litry mleka
1 łyżka kefiru
4-6 kropel podpuszczki rozmieszanej w małej ilości wody

Mleko zagotowujemy do temp. ok. 38 ºC, wlewamy do garnka z mlekiem rozmieszaną w wodzie podpuszczkę i odstawiamy na 30 min. Po tym czasie utworzy się skrzep, który kroimy na małe kawałki i znowu odstawiamy na 30 min. Następnie przekładamy skrzep do sitka wyłożonego gazą lub tkaniną serowarską i czekamy aż odcieknie. Po ok. 1 h wyjmujemy gazę, odwracamy ser i ponownie wkładamy do sitka. Odwracamy co ok. 2 h. Ser powinien tak odciekać ok. 20 h. Gdy uznamy, że jest wystarczająco twardy wkładamy go do solanki - ja do 1/2 litra wody wsypałam 100 g soli i żeby nie był za słony moczyłam ok. 4 h.

Smacznego!

czwartek, 2 września 2010

Lawendowy creme brulee



Uwielbiam lawendę, pięknie wygląda i pachnie, a jakby tego jeszcze było mało ma wszechstronne zastosowanie. W kosmetykach, czekoladzie, do ozdoby….

W kuchni też się sprawdza.

A gdyby tak dodać ją do creme brulee? Dodałam i wiecie co? Okazało się, że to strzał w dziesiątkę. Creme brulee przejmuje aromat lawendy i przez to staje się deserem bardzo intrygującym.
 
Lawendowy creme brulee
 
200 ml śmietny kremówki
2 żółtka
50 gr cukru
lawenda (listki i kwiatki)
cukier brązowy
 
Żótka ucieramy z cukrem do momentu gdy będą blado żółte i po podniesieniu łyżki będą cienką wstążką spadać do miski. Kremówkę podgrzewamy z lawendą. Następnie wlewamy śmietanę cieńką stróżką do żółtek intensywnie mieszając. Stawiamy garnek z powstałą mieszaniną na palnik i pogrzewamy cały czas mieszając. Uwaga! Nie można zagotować.
Gdy creme brulee wystraczająco zgęstnieje, przecedzamy przez sitko do małych naczynek, w których zamierzamy creme brulee podać. Gdy ostygnie, przykrywamy folią spożywczą i schładzamy w lodówce przez kilka godzin. Tuż przed podaniem posypujemy cukrem brązowym i przypalamy palnikiem gazowym aż do utworzenia delikatnej skorupki.
 
Smacznego!

wtorek, 31 sierpnia 2010

Smażone kwiaty dyni


Wiecie, że istnieje kilkadziesiąt jadalnych kwiatów.  Są lekkostrawne i zdrowe, jednakże muszą pochodzić z ekologicznych upraw, czyli najlepiej jeśli wyhodujemy je sami.

Ja w tym roku pierwszy raz eksperymentuję z własnymi uprawami. Mam na balkonie pomidory, paprykę i truskawki, a na działce u Teściów buraki, marchewkę i dynię. Zwłaszcza ta ostatnia rozrosła się imponująco.
Korzystając  z okazji, że kwitnie jak oszalała, zebrałam kilka kwiatów i przygotowałam pyszny i ekspresowy deser.

Smażone kwiaty dyni

100 g mąki
1 łyżka cukru
1 jajko
1/8 litra mleka

Oddzielamy białko od żółtka. Żółtko ucieramy z cukrem, dodajemy mleko i mąkę. Miksujemy. Białko ubijamy na sztywną pianę ze szczyptą soli, łączymy z ciastem. Kwiaty delikatnie oczyszczamy, pozbawiamy pręcików, moczymy w cieście i smażymy na oleju z obu stron. Można posypać cukrem pudrem, jeśli ktoś lubi.

Smacznego!

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Tarta jabłkowa

Za oknem pada deszcz, poranek wita nas jesienną szarością, nie chce się wstawać z łóżka. Macie pomysł jak przetrwać taki dzień? Ja tak! Miły towarzysz, pyszna kawa i ciasto, które przepełnia cały dom zapachem jabłek.
Dziś, na poprawę nastroju, postanowiłam przygotować tartę jabłkową wg. Przepisu Julii Child. Jest bardzo jabłkowa, aromatyczna, znika w mgnieniu oka.

Tarta jabłkowa

Na ciasto:

200 g mąki
150 g masła
8 łyżek zimnej wody

Na nadzienie:

1,2 kg jabłek antonówek
Rodzynki
cynamon
2 łyżki Calvados lub innego alkoholu
100 g cukru
50 gr masła

Łączymy mąkę z cukrem, kroimy masło na małe kawałki i czubkami palców rozcieramy z mąką. Następnie wlewamy do mąki wodę i zaczynamy wyrabiać. Nie można wyrabiać za długo bo ciasto będzie twarde. Gdy składniki się połączą owijamy ciasto folią spożywczą i wkładamy do lodówki min. na 1 h. Po tym czasie wykładamy formę o średnicy 25 cm ciastem obciążamy fasolę i podpiekamy w piekarniku w temp. 200ºC przez ok. 8 min. 
Przygotowujemy nadzienie, około 2 jabłka kroimy w plastry, polewamy sokiem z cytryny i posypujemy cukrem, zostawiamy na wierzch ciasta. Resztę jabłek kroimy w kostkę i wkładamy z masłem do garnka,  smażymy aż zmiękną. Dodajemy pozostałe składniki: alkohol, cukier, rodzynki i cynamon - chwilę podsmażamy. Przekładamy nadzienie do formy, wierzch ozdabiamy plastrami jabłek. Pieczmy w temp. 180 ºC przez 30 min. Po upieczeniu jabłka smarujemy marmoladą brzoskwiniową (ja użyłam galaretki pigwowej).

Smacznego!




















środa, 25 sierpnia 2010

Banica, pita, burek...


Banica, a raczej jej mniejsza siostra baniczka w towarzystwie kwaśnego mleka chyba na zawsze będzie mi się kojarzyła z Bułgarią. Będąc kiedyś na wakacjach w tym pięknym kraju codziennie zajadałam się tym specjałem. Przepisu poszukiwałam bardzo długo - większość przepisów radzi po prostu kupić ciasto filo i już. Ja natomiast miałam ogromną ochotę zrobić banicę w domu. Przepis, z którego korzystałam to mieszanka przepisu Asi oraz z programu "Kuchnia jak życie" w Kuchni TV - odcinek o Czarnogórze.

Banica

250 g mąki
200 ml letniej wody
sól
opakowanie sera feta
1 jajko
2 łyżki masła

Usypujemy kopczyk z mąki, szczypty soli i wlewamy wodę (ja robię to w misce, żeby nie rozlało się po całym stole) następnie zaczynamy wyrabiać ciasto. Wyrabiamy do momentu gdy ciasto będzie elastyczne i nie będzie się kleić. Wtedy smarujemy ciasto olejem i odkładamy na 30 min żeby odpoczęło. W tym czasie przygotowujemy farsz mieszamy w misce rozbełtane jajko z rozdrobnioną widelcem fetą.

Na stole (potrzeba dużo miejsca) nakrytym bawełnianą tkaniną zaczynamy rozwałkowywać ciasto, następnie bierzemy je w ręce i toczymy w powietrzu jak włoski kucharz pizze, ostatecznie kładziemy na sole i delikatnie naciągamy z każdej strony, żeby było półprzeźroczyste i mniej więcej równo cienkie.


Nie obawiajcie się jeśli trochę się przerwie. Gdy ciasto będzie już ogromnych rozmiarów i dostatecznie cienkie, spryskujemy całe olejem i nakładamy (rozrzucamy ) farsz na całym cieście i zwijamy. Ja stosuję patent z kuchni czarnogórskiej. Podnoszę brzeg materiału, na którym leży ciasto do góry tak, że ciasto pod wpływem grawitacji zaczyna się rolować do środka, roluje mniej więcej do połowy, następnie ten sam zabieg powtarzam z drugiej strony. Gdy całe ciasto jest zrolowane zaczynamy je zwijać jak ślimaka.
Wkładamy do nasmarowanej masłem formy i z wierzchu smarujemy roztopionym masłem. Pieczemy w temp. 250ºC ok. 20 min.
Smacznego!

P.S. Ta potrawa w każdym kraju bałkańskim ma inną nazwę np. w Bułgarii to banica, w Czarnogórze pita, a w Kosowie burek.






wtorek, 24 sierpnia 2010

Chili con tempeh


Postanowiłam ostatnio, że będziemy z M. jeść mniej mięsa. Tylko co tu jeść żeby było smaczne, zdrowe i treściwe? 
"Spróbuj tempeh" - powiedziała mi Siostra. Tempeh? Ale co to właściwie jest?

Tempeh pochodzi z Indonezji i znany jest tam już od ok. 2 tys lat. Tempeh przygotowywany jest z soi, zawiera mnóstwo wartości odżywczych i wywiera korzystny wpływ na organizm: m.in. obniża poziom cholesterolu LDL. Najlepsze jest to, że tempeh można kupić gotowy albo przygotować samemu w domu.
Co ważne dla mężczyzn, smakuje jak mięso i pozwala napełnić brzuszek największego głodomora. 
Aha, zapominałabym! Pozwala przygotować obiad w kwadrans!

Więcej informacji na temat tempeh znajdziecie na stronie:

http://www.tempehservice.com/

Na tej stronie możecie się także zaopatrzyć w tempeh, a także kupić starter do przygotowania tego specjału.

Jest to moje pierwsze danie z tempeh, ale na pewno będę częściej używać tempeh w kuchni. 

Chili con tempeh

Tempeh (ja użyłam wędzonego)
1 mała cukinia lub ½ dużej
cebula
2 ząbki czosnku
pomidory w puszce
fasola czerwona w puszce
łyżka sambal oelek
pieprz, sól

Cebulę kroimy w kostkę i wraz ze zmiażdżonym czosnkiem podsmażamy na patelni na złoto. Dodajemy na patelnię pomidory, pokrojone w drobną kostkę wraz z sokiem - podsmażamy.

Do garnka wkładamy pokrojony w kostkę tempeh dodajemy, cebulę, czosnek i pomidory, odcedzamy fasolkę z zalewy i dodajemy do garnka. Cukinie kroimy w kostkę i dokładamy do garnka. Wszystko doprawiamy solą, pieprzem i łyżką sambal olek (jeśli ktoś lubi mniej ostre jedzenie musi dodać mniej). Wszystko mieszamy i chwilkę gotujemy, żeby cukinia zmiękła.

Smacznego!